Utwór wykorzystywany w innym utworze

Utwór wykorzystywany w innym utworze

Utwór – O wykorzystywaniu utworów na potrzeby nowych utworów

Jakiś czas temu natknęłam się na zdjęcia nowej kolekcji Louisa Vuittona stworzonej we współpracy z Jeffem Koonsem. Od razu pomyślałam, że „Masters” to taka modowa matrioszka, „incepcja” sztuki. Utwór w utwórze.

Jeff Koons znany jest z dosyć kontrowersyjnych projektów – warto wziąć pod uwagę, że słowo „kontrowersyjny” może kryć wiele znaczeń – brzydki, kiczowaty. Koons nie raz podniósł tandetę do rangi sztuki i światowych muzeach prezentował w skali makro to, co popularnie nazywa się „durnostojkami”. Mam swoje ulubione projekty Koonsa – należą do nich rzeźby, wyglądające jak wielkie, poskręcane w kształty psów czy królików balony oraz projekt nazwany Play-Doh. Ten ostatni, chociaż jest naprawdę paskudny (jest to ni mniej, ni więcej tylko rzeźba wyglądająca jak wielka gruda różnokolorowych kawałków ciastoliny) sprawia, że trudno się nie uśmiechnąć.

http://www.jeffkoons.com/artwork/celebration/play-doh-0

Tym bardziej więc zaskakująca jest kolekcja dla Louisa Vuittona. Słysząc o kooperacji Koons/Vuitton łatwo sobie wyobrazić torebkę w kształcie wielkiego homara, albo ptaszka Tweety’ego. Okazuje się jednak, że „Masters” to obrazy Da Vinciego, Rubensa, Tycjana, Van Gogha i Fragonarda, umieszczone na torbach, plecakach, apaszkach czy portfelach. Dzieła sztuki są wprost przeniesione na przedmioty, bez żadnej ingerencji w to, co przedstawia obraz. Torebki przyozdobione są złotymi napisami z nazwiskami malarzy, zawieszkami ze słynnym królikiem Koonsa i wykończone w kontrastujących z dziełami kolorach – jednym słowem, Koons nie mógł sobie odpuścić szczypty kiczu. Prawdę mówiąc, to nie pierwsza przygoda artysty z dziełami sztuki – znany jest również z cyklu „Gazing Ball”, na który składają się różne reprodukcje.

Żeby ubrać „w dzieło sztuki”  rozejrzeć się można także na polskim „podwórku”. Marka Mr. GUGU & Miss GO od samego początku wykorzystuje obrazy Matejki czy Klimta w projektach swoich bluz. Mimo że, podobnie jak torebki z serii „Masters”, powstają one w oparciu o ikoniczne dzieła sztuki, są bardzo oryginalne i niewątpliwie ich twórcy mogliby mieć roszczenia wobec osób, które chciałaby szyć podobną odzież. Zastanowić się jednak można nad tym, na jakiej podstawie dochodzić można by takich roszczeń. „Dziewczyna z perłą” Vermeera umieszczona na bluzie metodą fullprint to przecież utwór… umieszczony na utworze, jakim będzie sama bluza. Co do oryginalności projektu, wyrażającej się w użytej technice, doborze wzoru (nawet tak znanego) i kroju odzieży nie ma wątpliwości. Jak jednak potraktować wykorzystanie na potrzeby utworu jakim będzie element odzieży, innego utworu w postaci obrazu?

Art. 50 naszej polskiej ustawy o prawie autorskim porusza kwestię reprodukcji. Jak przeczytać można w komentarzu[1], wyróżniamy reprodukcję trwałą i  jednorazową. Trwała polega na obrocie oryginałem utworu lub też tymi egzemplarzami, na których go utrwalono. Jej wykonywanie sprowadza się do zwielokrotnienia utworu. Z kolei reprodukcja jednorazowa to na przykład performance, happening, wyświetlenie utworu czy takie udostępnienie, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym. W tym drugim wypadku więc, odbiorca nie używa utworu, ale w pewien sposób go doświadcza. Można by więc torebki Koonsa traktować jak reprodukcje, co jednak pozbawiłoby Louisa Vuittona praw autorskich, a przecież niezaprzeczalny jest wkład twórczy. Raczej więc zauważyć w torebkach należy cechy utworów zależnych – zbyt bardzo powielają one i „zaledwie” opracowują pierwowzór, żeby można było je nazwać inspiracją.

Ponieważ Mistrzowie już dawno nie żyją (i miejmy nadzieję, nie przewracają się w grobach w związku z nowatorskim wykorzystaniem ich obrazów), utwory ich autorstwa trafiły do domeny publicznej i nie trzeba uzyskiwać zgody na ich wykorzystywanie. Niemniej jednak, w dalszym ciągu jakiekolwiek próby przypisania sobie autorstwa Mony Lisy przez Koonsa czy markę Louis Vuitton byłyby sprzeczne z prawem, chociaż i tak nikt by w to nie uwierzył. Gdyby to Koons stworzył Monę Lisę miałaby na pewno nos z ciastoliny, albo głaskałaby balonowego psa… lub łasiczkę. Chociaż to chyba nie ten obraz.

[1] Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, pod red. prof. dr hab. Piotra Ślęzaka, C.H.Beck 2017.

 

No Comments

Post A Comment