Projektant i jego „ciężkie” życie

Projektant i jego „ciężkie” życie

„Ciężkie” życie projektanta

W nocy 26  na 27 lutego, odbyła się gala, która co roku najbardziej elektryzuje środowisko filmowe na świecie – wręczenie Oscarów. Jak to zwykle bywa nie obyło się bez kontrowersji. Tym razem na myśli mam nie spektakularną pomyłkę podczas wręczania nagrody za najlepszy film, ale konflikt między Meryl Streep a Karlem Lagerfeldem.

To, że czerwony dywan jest najpopularniejszym wybiegiem świata wiadomo nie od dziś. Co roku na równi z nagrodzonymi filmami, komentowane są także oscarowe kreacje. Niektóre z nich na stałe zapisały się w historii mody, jak na przykład bladoróżowa suknia od Ralpha Laurena, w której Gwyneth Paltrow odbierała złotą statuetkę czy też kreacja stworzona w pracowni domu mody Christian Dior, w której, potykając się na schodach, Jennifer Lawrence weszła na scenę Dolby Theatre. W tym roku, najgłośniej zrobiło się o tej sukni, której paradoksalnie – na Oscarach wcale nie pokazano. Na parę dni przed galą w ostry konflikt z będącą nominowaną po raz 20 (!!!) Meryl Streep, wszedł Karl Lagerfeld. O co poszło? Jak twierdzi projektant, aktorka miała wystąpić w kreacji Chanel, ale zażyczyła sobie za jej założenie dodatkowej gaży. Te informacje od razu zdementowała Streep, oskarżając przy tym Lagerfelda o rujnowanie jej niemalże jubileuszowej gali, podczas której mogła świętować rekordową nominację do nagrody. Z domu mody Chanel wypłynęły niezgrabne tłumaczenie, których aktorka nie przyjęła, jak twierdzi, oczekując na poważne przeprosiny od Lagerfelda. Pewnie na awanturze się skończy i spór nie sięgnie sali sądowej, niemniej jednak, Streep mogłaby ewentualne wytoczyć powództwo o pomówienia, które nadszarpnęły jej „renomę” . Sugestia, że gwiazda żąda od projektantów dodatkowej gaży, za przywilej otrzymywania od nich sukien, nie stawia jej bowiem w dobrym świetle.

Wydaje się, że zawód: projektant jest wyjątkowo „pozwogenny”. Moda bowiem, nawet jeśli traktowana jako sztuka, jest jej tak komercyjną i użytkową dziedziną, że łatwo o wywołanie poczucia obrazy wyższych wartości. Często kontrowersyjne są kwestie związane z potencjalną obrazą uczuć religijnych. O ile organizowanie przez Macieja Zienia pokazu mody w kościele może wywoływać słuszny sprzeciw, jako że mocno wdziera się w sferę sacrum, o tyle trudno jednoznacznie odnieść się do kampanii litewskiego projektanta Roberta Kalinkinasa. Plakaty prezentowały postaci ewidentnie stylizowane na Jezusa i Maryję w roli modeli. Dodatkowe kontrowersje wzbudziły hasła reklamujące kolekcję: „O Jezu co za dżinsy!”, „Matko Boska, jaka sukienka” czy „Jezus, Maria, ale styl!”. Trudno nie przyznać, że ta kampania jest naprawdę błyskotliwa, i (prawdopodobnie – tym gorzej dla projektanta) zabawna. Litewska Państwowa Inspekcja jednak się nie uśmiała, czego pokłosiem jest sprawa tocząca się przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

Oczywiście, najwięcej pozwów, jakie są skierowane przeciwko projektantom, dotyczy praw własności intelektualnej. Niektóre domy mody o swoje prawa walczą jak lwice. W pozwach przoduje Chanel i Louis Vuitton – w zasadzie każde dostrzeżone przez nich naruszenie renomy marki kończy się w sądzie. Najbardziej jednak abstrakcyjne powództwo wytoczyła w 2009 roku firma Gucci. Oberwało się polskiej firmie obuwniczej Gucio (czyt. Gucio, nie Guczio). Dom mody dał się zwieść podobnej pisowni nazwy i zaskarżył decyzję polskiego urzędu patentowego o udzieleniu ochrony na znak Gucio.

Jak więc widać, projektanci naprawdę lekko nie mają – albo wchodzą w słowne potyczki, albo przenoszą swoje batalie na salę sądową. W dodatku nigdy nie wiedzą, kiedy ich projekt zostanie uznany przez konkurencję za obraźliwy / niewolniczo naśladujący / żerujący na renomie. A nawet jeśli nie muszą się borykać z takimi problemami, zawsze mogą stanąć do walki z fiskusem, jak Dolce&Gabbana. Zanim włoski Sąd Najwyższy uniewinnił słynny duet wraz z jego świtą, projektanci żyli w cieniu wyroku, który mógł ich pozbawić wolności na półtora roku. Skazani zostali za rzekome ukrycie przed fiskusem ponad 200 milionów euro. Zawziętość organu pewnie nie powinna nas dziwić – wiadomo przecież, że gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze.

No Comments

Post A Comment