Perfumy – czy można pachnieć jak dzieło sztuki?

Perfumy – czy można pachnieć jak dzieło sztuki?

Perfumy – Czy można pachnieć jak dzieło sztuki?

Lata 20. XX wieku. Świat wywrócił się do góry nogami. Przez Europę przetoczyły się rewolucja bolszewicka i I wojna światowa, na zawsze zmieniając życie tysięcy ludzi, w tym między innymi elit carskiej Rosji. Innego wymiaru nabrało poszukiwanie luksusu, dobrobytu. Na rynku pojawiają się w tym czasie najsłynniejsze perfumy świata – Chanel No 5, wykorzystujące niezwykle nowatorskie jak na tamte czasy składniki chemiczne – aldehydy. W świecie perfum czegoś takiego jeszcze nie było, chociaż „magiczny składnik” był już wcześniej używany w zapachach. Chociaż od czasu stworzenia słynnej „piątki” przez Ernesta Beaux minęło prawie 100 lat, Chanel No 5 pozostaje jednym z najbardziej klasycznych i popularnych zapachów świata. Czy jednak ten wymiar piękna możemy traktować jak sztukę?

Założenie słynnej projektantki, której nazwisko elektryzuje do dziś było proste – stworzyć perfumy, które będą absolutnym wyznacznikiem luksusu, wypuścić na rynek najbardziej ekskluzywny, najdroższy zapach świata. Inspiracji poszukiwać można u wielu źródeł – jednym z nich był znany Chanel zapach, którego receptura powstała właśnie w świecie niedawno utraconym – opływającej w bajeczne bogactwo elit, Rosji Romanowów. Do produkcji Chanel No5 używa się od początku drogocennych olejków zapachowych uzyskiwanych z jaśminu i róży majowej z Grasse, francuskiej mekki perfumiarzy. Te perfumy to starannie dobrana kompozycja kilkudziesięciu składników – nawet drobna ingerencja w skład zmieniłaby ich zapach.

Dom mody Chanel słynie z wierności klasyce, tradycji. Pieczołowitość z jaką przygotowywane są kolejne partie perfum, sprawia, że w ciągu ostatniego wieku, w zasadzie niewiele zmieniło się w ich recepturze. Wiele projektów, które widzimy dziś na wybiegach, obroniłoby się także w latach 20-tych. Wydaje się też, że klasycznym „zagraniem” Chanel jest … oddawanie spraw w ręce wymiaru sprawiedliwości. Walki sądowe Coco z jej biznesowymi partnerami ciągnęły się latami. Współcześnie, Chanel pozywa w zasadzie każdy podmiot, który nieopatrznie „nadepnie” na odcisk modowych spadkobierców słynnej projektantki. Oberwało się nawet wytwórczyni czekoladowych wyrobów z Adelaide Hills, która w nazwie umieściła sformułowanie „No 5”. Całe szczęście, że z całej grupy zapachów, które były dostępne na rynku (No 1, 2, 5, 7, 11, 14, 20…), dziś w sprzedaży znajdują się tylko dwa – słynna „piątka” i No 19 – prawdopodobieństwo, że nazwiecie swoje przedsiębiorstwo/produkt, numerem, który zwróci uwagę Chanel jest znacznie mniejsze. Chociaż już samo wykorzystanie symbolu „No” z nieodpowiednią czcionką mogłoby być „pozwogenne”.
Z jednej strony, procesy wytaczane przez firmę mogą zakrawać na paranoję, z drugiej strony, firma chroni swoje dziedzictwo jak może. Dlaczego? Ponieważ ochrona udzielana perfumom nie jest wcale oczywista.

Nie ma oczywiście problemu z ochroną logo, projektu buteleczki, rejestracją znaku towarowego. Zagłębiając się bardziej w chemię, można nawet znaleźć patenty na konkretne sposoby uzyskiwania aldehydów, między innymi tych, które obecne są w perfumach Chanel. Jednak ochronie umyka to co najbardziej ulotne (choć dobrej jakości perfumy powinny wytrzymać na skórze pięć do sześciu godzin) – zapach. Orzecznictwo jest w tej kwestii niezwykle podzielone. Zasadą jest nierejestrowanie zapachu jako znaku towarowego, ze względu na problem z jego graficznym przedstawieniem. Absolutnym wyjątkiem, „perełką” w rejestracjach dokonanych przez OHIM jest zarejestrowanie zapachu świeżo skoszonej trawy jako znaku towarowego dla piłeczek tenisowych (myślcie o tym, ilekroć będziecie strzyc trawnik przed domem). Z drugiej strony mamy do czynienia z rozważaniem – czy perfumy mogą być utworem? W orzecznictwie zajmowały się tym już sądy europejskie i jak to zwykle bywa – kolejne wyroki prezentowały zupełnie różne stanowiska. Z jednej strony, uznano, że zapach jako taki utworem nie jest, a ochronie podlega postrzegalna gołym okiem substancja płynna. W orzeczeniu Lancôme v. Kecofa dokonano wyraźnego rozróżnienia między zapachem a perfumą. Z drugiej strony, w sprawie Mugler v. GLB Molinard podniesiono, że perfumy mogą być bardziej „kompozycją”, u której podstaw leży pewien zmysł estetyczny twórcy, niż tylko wynikiem pracy naukowej, procesów chemicznych, stąd można je uznać za dzieło sztuki. Z powodu braku ujednoliconego orzecznictwa i poglądów doktryny, niełatwo jest dziś dochodzić ochrony autorskoprawnej zapachu. Oczywiście, można starać się o opatentowanie danej formuły, jednakże zwyczajnie się to nie opłaca, ponieważ wiązałoby się z koniecznością ujawnienia receptury. Dziś, dzięki daleko posuniętym badaniom naukowym, jesteśmy już w stanie odtworzyć „przepis na zapach” bazując na samych perfumach, dlatego też, często do składu perfumiarze dodają elementy, które nie wpływają na woń, ale maskują, pomagają ukryć nieco to, co zawarte w produkcie.

Wydaje się, że najlepszą ochronę perfum zapewnia dziś nie prawo, lecz renoma zapachu. „Ponad wszystko – o czym wiedziała Coco Chanel – perfumy są aktem pamięci” [Tilar J. Mazzeo – „Sekretne życie Chanel No 5”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, s.267]. To latami budowany przez firmy wizerunek zapachu, i osobiste, niejednokrotnie intymne skojarzenia z nim rzesz konsumentów powodują, że perfumy stają się wizytówką, niezbędnym elementem garderoby, któremu jesteśmy wierni latami. I na tej lojalności budowana jest ochrona produktu. Każdy bowiem, kto choć raz spryskał nadgarstki Chanel No 5 wie, że tego zapachu tak naprawdę podrobić nie sposób.

No Comments

Post A Comment