Moda – Happy New (Fashion) Year

Moda – Happy New (Fashion) Year

Moda…duża jej cześć opiera się na marzeniach. W nadchodzącym roku życzymy wszystkim, aby ich noworoczne marzenia modowe się spełniły. 

Na kilka dni przed końcem roku, gorączkowo podejmujemy postanowienia, których prawdopodobnie w lutym przestaniemy się trzymać, ponieważ i tak nie udało nam się ich dopełnić w ciągu poprzednich dwunastu miesięcy ;). Dlatego postanowiłam postanowić sobie, że w przyszłym roku spróbuję nie przegapić kilku książek, filmów i eventów związanych z modą. Być może to uda mi się wykonać. W końcu, gdzieś trzeba poszukiwać inspiracji do kolejnych tekstów.

  1. Zobaczyć Natalie jako Jackie
    Fanką Natalie Portman zostałam po „Czarnym Łabędziu”. Teraz z niecierpliwością czekam na „Jackie” czyli biograficzny film o żonie prezydenta USA, pokazujący ją w czasie po zamachu na Kennedy’ego. Nie da się ukryć, że Jackie to postać kultowa i to nie tylko ze względu na wydarzenia historyczne w jakich uczestniczyła oraz spektakularne powiązania towarzyskie (bo przecież to właśnie dla niej Arystoteles Onasis zostawił „Boską Callas”, z Pani Kennedy czyniąc Jackie O.). Jacqueline Kennedy stała się ponadczasową ikoną mody – słynne garsonki do dziś niejedna kobieta z przyjemnością powiesiłaby w swojej szafie. Stąd też wynika moje oczekiwanie na „Jackie”. Kostiumy do filmu projektowała Madeline Fontaine, która ostatnio błysnęła projektami do biografii Yves’a Saint Laurenta.

  1. Powzdychać nad suknią jak z bajki
    Chyba jeszcze bardziej wyczekiwanym przeze mnie filmem jest „Piękna i Bestia”. Disney ostatnio systematycznie przenosi na wielki ekran swoje kolejne animacje, w wersjach fabularnych. Tak się składa, że ta baśń była zawsze moją ulubioną (bo któżby nie chciał mieć tak olbrzymiej biblioteki i gadającego kubka, który w porę powie, że herbata jest jeszcze za gorąca?), więc jestem niezwykle ciekawa tej ekranizacji. Mam nadzieję, że kostiumy będą przynajmniej tak piękne jak w wersji animowanej – słynna żółta suknia mogłaby śmiało zostać jedną z najbardziej ikonicznych disenyowskich kreacji. Tym razem, za kostiumy odpowiedzialna jest Jacqueline Durran, więc apetyt jest spory. W końcu to ona stworzyła suknie Anny Kareniny (Keira Knightley), Lady Macbeth (Marion Cotillard) czy słynną szmaragdową kreację z „Pokuty”.

  1. Szukać mody w muzeum
    Każdego roku muzea z całego świata prezentują swoje kolekcje – zbiory sukien, projektów są niepowtarzalną okazją do przyjrzenia się z bliska temu jak rozwijały się trendy. Z zeszłym roku udało mi się zobaczyć dwie wystawy – prezentowaną w MNK w Krakowie modę czasów PRL-u oraz zbiór kostiumów operowych w domu Wagnera w Bayreuth (przed niektórymi stałam jak zaczarowana). W tym roku ciekawie zapowiada się kilka wystaw, między innymi ta poświęcona projektom Cristóbala Balenciagi w Palais Galliera w Paryżu. To pierwsza z wystaw, która zaczyna „sezon hiszpański” w tym muzeum, pokazując projekty Balenciagi, który czerpał także z folkloru i tradycji Hiszpanii (projektant urodził się w Kraju Basków). Ponieważ jednak w cenę biletu do muzeum trzeba by jeszcze wliczyć koszt biletu lotniczego, wciąż mam nadzieję, że na naszym rodzimym podwórku pojawi się jeszcze jakaś tematyczna, modowa wystawa.
  1. Zrobić sobie pachnący prezent
    Jeśli czegoś żałuję z krótkiego pobytu w Londynie kilka lat temu, to tego, że nie przywiozłam stamtąd choć maleńkiego flakonu perfum Jo Malone. Zestawienia zapachów takie jak Bursztyn i Lawenda czy Earl Grey i Ogórek przyprawiają o zawrót głowy, jeśli tylko pomyśli się o tych zapachach. Na szczęście, jak wieść niesie, w nadchodzącym roku będę mogła pożegnać się ze swoim żalem, ponieważ marka należąca do koncernu Estee Lauder, wchodzi do Polski. Na razie nie wiadomo czy dostępne będą wszystkie zapachy, ani gdzie będzie można kupić perfumy. Niemniej jednak, tym razem czekam na marzec nie tylko ze względu na zbliżającą się wiosnę.
  2. Doedukować się z historii (Harper’s Bazaar, ale zawsze coś)
    Tsundoku – to nieprzetłumaczalne wprost na polski japońskie słówko, oznaczające namiętne kupowanie książek, których nie będziemy czytać. Brzmi jak nazwa choroby i chyba słusznie, ponieważ jej nawroty i objawy odczuwam nieustannie od lat (oczywiście za każdym razem tłumacząc sobie, że „zdążę to przeczytać przed śmiercią!”). Na mojej liście „must have” umieściłam pozycję „Harper’s Bazaar: 150 Years: The Greatest Moments”, która również w marcu ukaże w Stanach Zjednoczonych. Na 400 stronach znajdziemy archiwalne materiały przeprowadzające nas przez 150 lat historii kultowego pisma – artykuły, zdjęcia, wyimki z tekstów.

Te postanowienia/marzenia są o wiele przyjemniejsze niż „zacznę jeść więcej zielonych warzyw”, albo „wstanę wcześniej, żeby rano tak się nie śpieszyć”. Czy uda mi się ich dotrzymać? Zobaczymy;)

No Comments

Post A Comment