Parodia we własności intelektualnej

Parodia we własności intelektualnej

Parodia we własności intelektualnej to zdecydowanie jeden z moich ulubionych tematów. Pisałam o nim wielokrotnie. Czemu temat jest tak ciekawy? Po pierwsze dlatego, że w prawie nie ma zdefiniowanej parodii i już tu pojawia się pierwszy problem – gdzie jest bowiem granica dozwolonej parodii? Kiedy coś nie jest już parodią a stanowi naruszenie praw wyłącznych? 

Na gruncie polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mamy art. 29(1), który zezwala na korzystanie z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości. Ustawa o prawie autorskim nie zawiera natomiast definicji parodii. W związku z powyższym należy odwoływać się do definicji językowych zarówno parodii jak i pozostałych gatunków wskazanych w tym artykule. 

Jeśli chodzi o branżę fashion, to parodia stała się bardzo modna. Parodiowane są głównie znaki towarowe, a czasem również i wzory przemysłowe. 

Na gruncie prawa amerykańskiego parodia jest jednym ze sposobów obrony przez zarzutem naruszenia praw wyłącznych. Zakres dozwolonej parodii i jej definicję wyznacza orzecznictwo. 

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego parodia to: (1) wypowiedź, scena lub przedstawienie będące ośmieszającym naśladownictwem jakiegoś dzieła, osoby lub zachowań; lub  (2) coś, co jest nieudolnym naśladowaniem czegoś, coś, co daje niezamierzone efekty komiczne, ośmieszające autora. 

W modzie niewątpliwym „mistrzem” procesowym w zakresie parodii jest Louis Vuitton. Niestety wszystkie głośne sprawy z udziałem tej marki i związane z parodią skończyły się przegraną lub medialną nagonką na postępowanie tej marki, które miało na celu obronę jej praw wyłącznych.

Kwestia parodii odżyła za sprawą powództwa jakie wytoczyło MGA Entertainment przeciwko Louis Vuitton. Otóż jak donosi portal thefashionlaw.com oraz businessoffashion.com, producent zabawek tj. firma MGA Entertainment złożyła 31 grudnia 2018r., pozew do sądu w Los Angeles, w którym wnosi o stwierdzenie przez sąd, że jej zabawka Pooey Puitton nie narusza praw wyłącznych należących do Louis Vuitton. 

W tym miejscu konieczne jest przedstawienie zabawki będącej osią sporu. Oto i ona:

Źródło: Amazon

Producent zabawek twierdzi, że nazwa produktu oraz sam produkt w powiązaniu z innymi produktami z serii „magicznej kupy jednorożców” ma na celu krytykę oraz skomentowanie bogactwa i sławy, oraz nazwy Louis Vuitton, znaków LV, jak również ich widocznej konsumpcji. 

MGA zwraca również uwagę na poprzednie sprawy Louis Vuitton związane z parodią, i w tym kontekście stwierdza, że Louis Vuitton nie respektuje prawa podmiotów trzecich do parodiowania. Chodzi oczywiście głównie o sprawę z firmą Haut Diggity Dog i My Other Bag. Pierwsza z tych firm to producent zabawek i akcesoriów dla psów, a druga płóciennych toreb. 

Źródło: My Other Bag
Źródło: My Other Bag

MGA zdecydowało się zrobić pierwszy krok i wystąpiło z roszczeniem o ustalenie przez sąd, że ich produkt nie narusza ani nie osłabia/rozwadnia znaków towarowych należących do Louis Vuitton. 

Oczywiście przed wydaniem merytorycznego rozstrzygnięcia sąd będzie musiał zdecydować czy zaszły przesłanki do wystąpienia przez producenta zabawek z takim powództwem. Gdyż – jak wynika z informacji na portalu TFL – MGA musi wykazać bezpośrednie zagrożenie postępowaniem ze strony Louis Vuitton, aby móc wystąpić z roszczeniem o ustalenie braku naruszenia.  

Jeśli chodzi o dwie poprzednie sprawy Louis Vuitton związane z parodią to zdecydowanie opowiadałam się po stronie pozwanych czyli, producenta zabawek dla psów i firmy My Other Bag. W przypadku sporu z MGA mam jednak pewne wątpliwości. Nie mam wątpliwości, co do tego, że konsumenci nie będą wiązali tych zabawek z Louis Vuitton. Klienci nie będą mieli wątpliwości, że zabawki mają „imitować”, „naśladować” torby Louis Vuitton a ich producentem nie jest LVMH. 

Nie zgadzam się jednak do końca z argumentem, że cel w jakim zostały wykorzystane znaki LV to właśnie krytyka i komentowanie bogactwa, sławy i wszechogarniającej konsumpcji. Ponadto, połączenie znaków towarowych LV z kształtem kupy, w mojej ocenie, dość mocno uderza w wizerunek marki Louis Vuitton.

Poza tym, adresatami parodii, w mojej ocenie powinni być użytkownicy produktów. O ile przy zabawkach dla psów nie chodzi mi o ich bezpośrednich użytkowników, bo niestety oni nie podejmują decyzji zakupowej kierując się właśnie chęcią powiązania siebie z danym komunikatem jaki niesie produkt, który stanowi parodię, tylko o ich właścicieli. W przypadku natomiast zabawki MGA nie mam pewności czy dzieci w ogóle zrozumieją tę rzekomą parodię. 

Mówiąc dosadnie – w mojej ocenie – produkt marki MGA przyrównuje torby Louis Vuitton do gówna. I moim zdaniem to jest zdecydowana granica między dozwoloną parodią a naruszeniem praw wyłącznych. 

Może oczywiście być również tak, że ja po prostu nie rozumiem fenomenu i przesłania tego produktu marki MGA, bo jednak jest hitem sprzedażowym, ale na tę chwilę, w mojej ocenie produkt ten narusza prawa wyłączne Louis Vuitton.

No Comments

Post A Comment