Parodia w modzie

Parodia w modzie

Dolce & Banana – parodia czy już podróbka?

Przemysł modowy, jak bodaj każda branża ma swoją jasną i „ciemną stronę mocy”. Rynek kwitnie, każdego roku oglądać możemy setki nowych kolekcji projektantów z całego świata. Równolegle, rozwija się „modowy światek przestępczy” – imperium podróbek, które już dawno wyszło z podziemia.

Ze swojej pierwszej podróży do Stambułu zapamiętałam monumentalne zabytki – Błękitny Meczet, Pałac Topkapı, a także całkiem niedużych rozmiarów lokalne ciekawostki. Jedną z nich był salon domu mody Calvin Dior, ulokowany na jednej z uliczek miasta. Niestety nie miałam okazji wejść do środka, żeby przekonać się na własnej skórze (dosłownie) jak leżą projekty tego zaskakującego (i nieistniejącego) duetu projektantów. Z kolei w bułgarskich kurortach, sklepy oferujące z jednej strony wyroby z doskonałej skóry, a z drugiej torebki i portfele z koślawo nakreślonymi literami „YSL”, albo splecionymi literami C są na porządku dziennym. W torbę „od Diora” można się tam zaopatrzyć nawet w sklepie spożywczym, jeśli tylko dobrze poszukać pomiędzy olejkami do opalania i dmuchanymi piłkami plażowymi.

Żeby znaleźć podróbki, nie trzeba wcale tak daleko szukać. Na naszym rodzimym podwórku, pełnym sklepów „wszystko za trzy złote” i wszelkiej maści targów i straganów niejednokrotnie można natknąć się na produkty, które wyglądają dziwnie znajomo… i po prostu dziwnie. W Polsce handel podróbkami nie odbywa się tak jawnie, jak na przykład w powyżej opisanych krajach. Najczęściej dotyczy też kosmetyków, a konkretnie perfum. Oczywiście, zdarzają się przypadki, kiedy od oryginalnego produktu, podróbkę odróżniają detale –  kształt zakrętki, oznaczenie na opakowaniu, na które nieliczni zwrócą uwagę. Często jednak, nazwa lub znak towarowy są tak przeinaczone, że należałoby się zastanowić, czy produkt nie spełnia przesłanek parodii.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku Wielkiej Izby z dnia 3 września 2014 roku (sygn. akt C‑201/13), orzekł: „istotnymi cechami charakterystycznymi parodii jest po pierwsze to, że nawiązuje ona do istniejącego utworu, jednocześnie wykazując w porównaniu z nim uchwytne różnice, a po drugie to, że stanowi wypowiedź humorystyczną lub żartobliwą.”, twierdząc także, że konieczne jest istnienie równowagi między interesami i prawami autorów i innych podmiotów, a wolnością wypowiedzi danego użytkownika. Z drugiej strony, powołać się można na naszą rodzimą ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, która w artykule 3 ust. 1 jako czyn nieuczciwej konkurencji wymienia między innymi „wprowadzające w błąd oznaczenie przedsiębiorstwa/…/ towarów lub usług”. Chodzi oczywiście o wprowadzenie w błąd typowego konsumenta, nie eksperta w danej dziedzinie, który na kilometr wyczuje nuty głowy, serca i bazową w każdej perfumie a znaki towarowe domów mody mógłby rysować przebudzony o 3 nad ranem.

Chociaż osoby, którym moda jest nawet w niewielkim stopniu bliska mogą (i powinny) śmieszyć sformułowania takie jak „Versrace”, „Odorium”, umieszczona na flakoniku perfum Opium-podobnych domu mody YSL czy nowa wersja najsłynniejszych perfum świata – Chamele No 5 (aż strach wąchać), trudno rozpatrywać je w kategoriach parodii. Dlaczego? Parodia i podróbka, choć biorąc pod uwagę efekt końcowy mogą się mylić, mają zasadniczo inny cel. Parodia powinna rozbawić, na przykład poprzez grę słów, skojarzenie, cały czas pozostając odrębnym i co najważniejsze – „chcącym” zachować odrębność produktem. Podróbka to po prostu mylenie klientów, podyktowane celem zarobkowym. Łatwo to pokazać na przykładzie – nieautentyczne produkty firmy Puma rozpoznać można na przykład po umieszczeniu wizerunku zwierzęcia po lewej stronie nazwy firmy. Z kolei całkiem popularne swego czasu koszulki z napisem Pumba i grafiką przedstawiającą disneyowskiego bohatera jak najbardziej mogą być klasyfikowane jako parodia. Gdyby się nad tym dobrze zastanowić – chyba nawet ta druga wersja wydaje się znacznie atrakcyjniejsza.

Zdjęcie wyróżniające: Tyler Shields

No Comments

Post A Comment